Dokumenty z festiwalu!

Słuchajcie, w internecie jest super festiwal dokumentów w tej chwili, nazywa się Docs Against Gravity i jeszcze przez ten weekend można sobie wybierać z chyba prawie 100 filmów. Pojedyncze bileciki to 9 ziko zaledwie, a wybór między typami dokumentów jest onieśmielający, na pewno coś sobie znajdziecie.

Sam obejrzałem dotąd 14 i planuję zobaczyć więcej jeszcze, ale wtedy już będzie za późno na polecanki. Oto więc moje top 3 póki co.

1.Konfucjański sen
Nie dajcie się zwieść, że to jakaś analiza chińskiego społeczeństwa. Mijie Li mieści w swoim obiektywie tylko jedną chińską rodzinę, acz jej dramat wydaje się codziennością na całym globie. Oboje małżonków chce dobra dziecka, ale mają zupełnie różne poglądy na to, czym to dobro jest. Co robić w takiej sytuacji? Czy ktoś się podda, czy można wypracować kompromis? Co jeśli twoje ideały są twoją najwyższą wartością, a druga strona uważa je za szkodliwe?
We "Śnie" absolutnym fundamentem matki jest wiara w tradycję i religijne studiowanie klasyków. Milczący sprzeciw ojca w końcu będzie musiał przybrać bardziej wokalną formę, bo nadchodzą ważne decyzje. A reżyserka jest tam z kamerą, kiedy to się dzieje. Co ciekawe, w ogóle nie mamy poczucia, że oglądamy jakąś eksploatację. Li zawsze traktuje dokumentowane osoby z szacunkiem. Często skupia się na przykład na ich chwilach bólu po tym, jak bohaterowie powiedzą szczególnie krzywdzącą rzecz.
Film dostał w Karlowych Warach nagrodę specjalną Jury.

2.Epicentrum
To mój drugi film Huberta Saupera. W "Jesteśmy waszymi przyjaciółmi" demonstruje, że kolonizacja Afryki trwa sobie w najlepsze. To ciężki film, z którego każdego kadru bije celowość reżysera. Z "Epicentrum" jest kompletnie inaczej - Sauper przez większość filmu po prostu daje się prowadzić mieszkańcom Kuby - głównie dzieciom. To ich wersję historii kraju poznajemy i ich przemyślenia. Kuba znajduje się w tym dziwnym punkcie zawieszenia - jeszcze po komunizmie Castro, ale jeszcze przed pełnym wjazdem kapitalizmu, choć już z turystyką, łącznie z jej eksploatacyjnymi aspektami.
Drugą warstwą "Epicentrum" jest zaduma nad samym kinem - tym, jak film potrafi sprzedać oszustwo, napisać alternatywną historię i wpłynąć na masową świadomość. Szczególnie polecam pewną świetną scenę przemocy domowej. I tak, powiedziałem "świetną". Obejrzyjcie dokument i na stówę zrozumiecie, co mam na myśli.

3.Czerwony nos, puste kieszenie
A ten film to tu jakoś na nielegalu się dostał na festiwal dokumentów, bo dokumentem nie jest. Ale może to właśnie największa z możliwych pochwał, kiedy ewidentnie celem było stworzenie czegoś tak autentycznego, żeby nikt nie poddał tego pod wątpliwość. Spędzamy tu czas z obsługą i klientelą miejscowego baru, w tym z solidną bazą alkoholików. To ostatni dzień, kiedy miejsce jest otwarte, więc wszyscy są na miejscu - i będą pić do samego końca.
Wyjątkowe doświadczenie, czapki z głów dla braci Ross, że sfabrykowali coś tak autentycznie pozbawionego struktury. Nie mam pojęcia, po co to zrobili, ale ja jestem zachwycony!

Miłego oglądania! Mam nadzieję, że znajdziecie w weekend chwilę na któryś! No i dajcie znać, co Wy fajnego zobaczyliście na DAG.