"Utoya - 22 lipca" - recenzja

Kiedy objeżdżałem "Wołyń" za robienie z historycznej masakry horrorowego exploitation w ostatnim akcie, nie spotkałem się ze zbyt dużym zrozumieniem. Ale wygląda na to, że sporo więcej osób przyzna mi rację, że coś pachnie etycznie niezbyt ładnie w "Utoi", produkcji poświęconej dużo bliższemu nam czasowo masowemu mordowi, bo temu dokonanemu w 2011 przez Breivika na tytułowej wyspie. Miałem pewne obawy przed dramatyzacją tak świeżej traumy, ale pewien, że można wyjść z tego obronną ręką, zdecydowałem się na seans.

Na pewno nie można zarzucić reżyserowi Erikowi Poppe, że w którymkolwiek momencie traci kontrolę nad widowiskiem. Nakręcony tak, by wyglądał na jedno półtoragodzinne ujęcie, film umieszcza widza w samym środku akcji. Kamera podąża za bohaterami, a operator wydaje się razem z nimi robić uniki i kryć w krzakach przed nieznanymi napastnikami. Kamerzysta nie jest jednak postacią ani nawet widocznym ciałem, nie ma tu żadnego brzydkiego posmaku gry wideo. Ta forma i oddanie jej czynią "Utoyę" pochłaniającym doświadczeniem przez większość czasu jej trwania.

 Andrea Bentzen jako Kaja, główna bohaterka poszukująca na wyspie siostry podczas masakry.

Andrea Bentzen jako Kaja, główna bohaterka poszukująca na wyspie siostry podczas masakry.


Kiedy jednak mija pierwsza połowa, reżyser przestaje być taki pewny, czy ciężkie dyszenie i dociskanie twarzy do leśnej ściółki wystarczy widzom na sali. Zaczyna więc tworzyć, rymować, szafować scenami o podwyższonej dramaturgii. Dopiero wtedy zacząłem mieć obiekcje. Bo powoli coś, co wyglądało tak realnie, że mogło być dokumentem, zaczęło coraz bardziej przemieniać się w film, do tego w ostatnich chwilach posługujący się językiem gorzkich ironii. Tak jakbyśmy potrzebowali dodatkowych bodźców, by pojąć, jak wstrząsające było to wydarzenie.

Produkcja zasługuje na ukłony jako imersyjne, techniczne osiągnięcie. Młodzi aktorzy także są niesamowici na ekranie, a celny casting uczynił ten zamach jeszcze bardziej namacalnym, bo dzieciaki w większości wyglądają bardziej jak z ulicy, a nie z listy płac telenoweli. Niestety finalnie Erik Poppe wciska w tragedię wątki odciągające nas od dokumentalnego "tu i teraz" na rzecz dramaturgicznej kokardy.
6/10

Prawa do dystrybucji w Polsce posiada Aurora Films, ale na razie nie widać tej produkcji na ich grafiku, więc możliwe, że od premiery dzielą nas całe miesiące.